czwartek, 17 stycznia 2019

1% od emeryta - prosty sposób

 1% od emeryta dla Piotrka

Pamiętajcie, że emeryt nie musi wypełniać sam  PIT-a, by wskazać odbiorcę 1%. Wystarczy, że złoży proste oświadczenie - tzw. PIT-OP. 

Jeśli ktoś chciałby jako emeryt przekazać 1% Dla Piotrka - to klikając w obrazek powyżej może  pobrać taki druk w PDF-ie z wpisanym numerem KRS i i celem. 

Wiem - wciąż wielu emerytów nie korzysta z internetu. Na przykład babcie i  dziadkowie Piotrusia. Dlatego drukujemy im owe formularze PIT-OP i pomagamy wypełnić.

To taka podpowiedź nieśmiała... Może ktoś z niej skorzysta? :)

wtorek, 8 stycznia 2019

donosimy, dziękujemy i prosimy


Co u nas nowego? Otóż w ostatni dzień ubiegłego roku Piotrek zachorował. Wysoka gorączka, czyli standard. Kiedy doszła wysypka - lekarz zdiagnozował bez wątpliwości szkarlatynę. Nowy rok zaczęliśmy więc od 10-dniowej antybiotykoterapii penicyliną.

Bardzo dziękujemy Krzysztofowi, Michałowi, Annie, Karolinie i Grażynie za wsparcie finansowe leczenia Piotrka. To dla nas nieoceniona pomoc!

W ubiegłym roku kilka osób nam sugerowało, by zaczynać "kampanię 1%" w styczniu - bo już teraz właściciele firm składają PIT-y i mogliby przekazywać jeden procent podatku na rehabilitację Piotrka. Zatem zaczynamy prosić i apelować. Poniżej link do mechanizmu pozwalającego bezpłatnie wypełnić deklarację, w której automatycznie wpisane są dane pozwalające na przekazanie 1% na subkonto syna w Fundacji Avalon. 

1%^ dla Piotrka

Na prawym marginesie bloga umieszczam też formularze w formacie aktywnych plików PDF do ściągnięcia, wypełnienia i wydrukowania (lub odwrotnie: wydrukowania i wypełnienia).  Będziemy wdzięczni za skorzystanie :) Jak również za polecanie takiej możliwości krewnym i znajomym. 


Dzięki zebranym środkom z 1% fundacja pokrywa część naszych wydatków związanych z rehabilitacją i wspieraniem funkcjonowania Piotrka. Dzięki temu jesteśmy w stajnie zapewnić synowi najniezbędniejsze wsparcie. Z góry dziękujemy!

Dziękujemy też wszystkim, którzy puścili dalej w świat naszą informację o projekcie Domu Wytchnienia. Zwłaszcza ucieszył nas entuzjastyczny odzew na facebookowei grupie "guzy mózgu u dzieci", gdzie wiele osób opiniowało pomysł jako bardzo trafiony i potrzebny. Dowiedzieliśmy się przy tej okazji, że w Wielkiej Brytanii funkcjonują podobne miejsca - co będzie z pewnością nas dodatkowo inspirować.

czwartek, 3 stycznia 2019

dom wytchnienia, czyli ujawniamy marzenia


Marzymy o stworzeniu Domu Wytchnienia. Kameralnego ośrodka, z domową atmosferą, który umożliwi chorym onkologicznie dzieciom i dorosłym oraz rodzinom udręczonym chorobą bliskiego, bezpieczny pod każdym względem odpoczynek. Ze świeżym powietrzem, zdrowym jedzeniem, ładnym widokiem za oknem i okolicą zachęcającą do spacerów. Szczególnie myślimy o tych osobach, które mają utrudniony kontakt z przyrodą - czyli chorych mieszkających w blokach i kamienicach oraz tych, których leczenie wymagało długotrwałych pobytów w szpitalu. Na uwadze mamy też osoby cierpiące na uciążliwe choroby przewlekłe.

Sami bezskutecznie szukaliśmy takich miejsc w czasie leczenia Piotrka. Pamiętamy dobrze tę palącą potrzebę spędzenia choć paru dni blisko przyrody, bez smogu, w ciszy - a jednocześnie w miejscu zapewniającym względny komfort, czystym, zdrowym i ustronnym.


W czasie chemioterapii odporność organizmu spada - pacjent jest podatny na infekcje, dlatego konieczna jest izolacja od większych grup. Nawet wizyta w piaskownicy była ryzykiem, że Piotruś złapie coś od innego dziecka. A zwykłe przeziębienie kończyło się gorączką 40 stopni i antybiotykiem. Infekcja rodziła konieczność zawieszenia chemioterapii, aż organizm synka dojdzie do siebie i parametry krwi się poprawią. Domyślacie się pewnie, jakie myśli ma w głowie rodzic, gdy leczenie nowotworu u dziecka jest wstrzymywane przez "byle katar".

Pragnęliśmy się oderwać choć na parę dni od myślenia o rezonansach, kroplówkach, wynikach, czarnych scenariuszach... Odetchnąć w ciszy, zamienić szpitalny korytarz na leżak w ogrodzie. Nie myśleć o gotowaniu, karmieniu, sprzątaniu, pakowaniu walizki przed kolejną serią chemii.


Wiem, co bym chciała - powiedziała Magda, gdy łapaliśmy pierwszy oddech po zakończeniu leczenia Piotrka - stworzyć miejsce, gdzie rodziny w naszej sytuacji mogły by odpocząć, odetchnąć. Gdzie będzie ładnie, czysto, spokojnie...


Wtedy marzenie w nas zakiełkowało. Rozwijało się nieśmiało, szukało kierunku, powoli krzepło. Grało na strunach, które już w nas były wcześniej. Oboje lubimy wieś, las, przyrodę. Wcześniej tliło się w nas przez wiele lat pragnienie założenia na wsi ośrodka rehabilitacyjnego dla ludzi uzależnionych - ale wiele spraw i wydarzeń pokrzyżowało te plany. Funkcjonuje jedynie kameralna poradnia, w której pracuję.

Teraz nasze myśli poszły znów w stronę domu za miastem - też pomagającego ludziom w potrzebie, tylko innej. Magda nawiązuje chętnie i łatwo relacje z rodzicami chorych dzieci. Wykorzystuje przy tym swój dar empatycznego słuchania - ale też służy poradą, korzystając z wiedzy i doświadczenia, które zdobywaliśmy "w boju".

Dom Wytchnienia - miejsce zaprojektowane na potrzeby dzieci i dorosłych zmagających się z chorobą. Dom dla całej rodziny. Dom, do którego można przyjechać o każdej porze roku - na dzień, weekend, tydzień czy dwa. Gdzie będzie piękny, wieloczęściowy ogród: ozdobny z ławkami i placem zabaw; warzywno-owocowy na potrzeby kulinarne; sensoryczny i jordanowski na potrzeby rehabilitacji i hortiterapii.


Byłoby też tam miejsce dla zwierząt. Konie, alpaki, osły - choć po kilka sztuk na potrzeby zooterapii. Do tego nadający wiejski koloryt użytkowy drobiazg: kury, króliki, kozy mleczne. Przyda się w końcu mój dyplom zootechnika :)


Oczyma duszy widzę wyraźnie zarysy tego miejsca. Goście mieszkają w budynku zbudowanym w oparciu o naturalne, nietoksyczne materiały (drewno, kamień, glina, słoma) - z zachowaniem wysokich standardów higienicznych i komfortu dla osób na wózkach. Jest oczywiście kaplica, w której można  znaleźć ukojenie, pomieszczenia do rehabilitacji, a także oranżeria przy domu zapewniająca kontakt z naturą nawet w deszczowe czy chłodne dni. Biblioteka z książkami pozwalającymi oderwać się. 


Urokliwa okolica zachęca do krótszych i dłuższych wycieczek. W ogrodzie/lasku są domki na drzewach dla dzieci, po różnych kątach ogrodu porozwieszane są także hamaki.


Jest mały staw. W sadzie owocują m.in. bogate w antyoksydanty krzewy borówki amerykańskiej, jagody kamczackiej, rokitnika, derenia itp. Organizowane są rozmaite warsztaty psychologiczne i artystyczne oraz rekolekcje.

To wymarzone miejsce nie może być oddalone zbyt od miasta i klinik – maksymalnie 2 godziny jazdy, na wypadek konieczności wykonania badań, konsultacji lekarskiej, sięgnięcia po pomoc medyczną. Pozwoliłoby to też korzystać z domu chorym, którzy z daleka musieliby dojeżdżać na cykle chemii czy radioterapii. Okazuje się, że są osoby rezygnujące z leczenia onkologicznego ze względu na odległość od miejsca zamieszkania i trudy związane z daleką podróżą. Pamiętamy to dobrze z czasów, kiedy dojeżdżaliśmy co tydzień do Centrum Zdrowia Dziecka (na jeden dzień - by za chwilę ruszyć w powrotną drogę). Te dojazdy męczyły i małego pacjenta, i jego rodziców. Nie bez znaczenia byłaby też bliskość ośrodków rehabilitacji, gdzie można by szukać pomocy specjalistów (nasz syn skończył leczenie 4 lata temu, a wciąż konieczna jest intensywna rehabilitacja).

Dzielimy się nieśmiało pomysłem Domu Wytchnienia od jakiegoś czasu z bliższymi i dalszymi znajomymi. Pojawili się wśród nich życzliwi i chętni, by pomóc  w projekcie budynków czy w szukaniu ewentualnych źródeł finansowania. Wiele też osób zachęca nas opiniując pomysł jako ciekawy i potrzebny (w tym onkolog i psychoonkolog). To co mamy na dziś - to opisany na kilka stron zarys owego Domu Wytchnienia. Powstały też dwie prace magisterskie (na białostockim i na lubelskim wydziale architektury) inspirowane naszym planem. Pierwszy jednak projekt wyszedł spod ręki Piotrusia :)


Na tę chwilę wciąż jest wiele pytań i potrzeb, na które o własnych siłach nie odpowiemy. Nie mamy ziemi, na której Dom Wytchnienia mógłby powstać. Nie mamy pieniędzy, by ją kupić, a potem rozpocząć i zakończyć budowę. Potrzeba też zdeterminowanych ludzi – zapaleńców/szaleńców,  którzy razem z nami staną za pomysłem całym sobą.


Czy da Bóg, że zaczniemy realizować ten plan? Niedawno zapaliło się zielone światło: Stowarzyszenie "Hallelu Jah" uznało ten projekt jako swój w sensie organizacyjnym (mamy więc umocowanie prawne!), a Wspólnota Hallelu Jah stanęła za nim duchowo (mamy wsparcie modlitewne i błogosławieństwo!). Odczytujemy to jako wyraźny znak, otwarte drzwi i zachętę do postawienia kolejnych kroków.


Piotruś i Boguś co wieczór modlą się o powstanie tego domu. Prosimy także i Was o modlitwę w tej intencji. Jeśli ktoś chciałby w jakikolwiek sposób włączyć się w tworzenie Domu Wytchnienia - to proszę o kontakt. 

504 13 47 12 Jędrek (gdy nie odbieram proszę o smsa - oddzwonię)
jmaciuk@o2.pl