Piotrek jest w połowie protonoterapii.
To zdanie brzmi jak dobra wiadomość — i oczywiście każdy dzień leczenia za nami naprawdę się liczy. Ale prawda jest taka, że ta połowa drogi okazała się dużo trudniejsza, niż chcielibyśmy napisać.
Przeżyliśmy chwile grozy — niedawny rezonans pokazał wzrost guzów i torbieli, a w pierwszej interpretacji pojawiło się także podejrzenie rozsiewu nowotworu do opon mózgowo-rdzeniowych, co znacznie pogorszyłoby rokowania Piotrka. Lekarze zwrócili również uwagę na przerzut na wysokości drugiego kręgu szyjnego, którego wcześniej nikt nie opisywał.
Początkowo pojawiła się propozycja innej strategii leczenia: zamiast miejscowego naświetlania guzów — naświetlanie całej głowy i kręgosłupa, co wiązałoby się z dużo większym ryzykiem poważnych powikłań u Piotrka.
Ostatecznie okazało się, że ta zmiana jest widoczna na wcześniejszych rezonansach — już od sierpnia 2025 roku — ale dotąd nie zwracano nam na nią uwagi w opisach badań. Po dodatkowych konsultacjach stwierdzono, że nie ma obecnie podstaw do naświetlania całej głowy i całego kręgosłupa. To była dla nas ogromna ulga. Jednocześnie ta dodatkowa lokalizacja nowotworu musiała zostać uwzględniona w planie leczenia, dlatego protonoterapia obejmuje teraz większy obszar niż początkowo zakładano, a dawka promieniowania jest wyższa.
Wszystkie te czynniki nasilają bóle głowy i inne objawy związane z naświetlaniami (mdłości i zawroty głowy). Piotrek potrzebuje coraz silniejszego leczenia przeciwobrzękowego i przeciwbólowego, w tym leków opioidowych — po to, żeby wytrzymać kolejne dni terapii. Kiedy leki działają, jest nieco lżej. Kiedy przestają — ból bywa tak silny, że przychodzą łzy.
Najtrudniejsze są poranki. Piotrek wstaje przed 6.00, bo leżenie nasila dolegliwości. Potem przez cały dzień jest na nogach — nawet je na stojąco, bo zmiana pozycji wywołuje silne zawroty głowy i zwiększa ból.
Najlepiej czuje się na zewnątrz. Na szczęście mamy blisko piękny park — właściwie w nim mieszkamy. Piotrek spaceruje powoli, z kijkami, z powodu problemów z równowagą. Pod górkę nie może iść za szybko, bo rośnie wtedy ciśnienie w głowie i ból się nasila. Wybiera łagodniejsze ścieżki, omija wzniesienia, „trawersuje” zbocza.
To są teraz nasze małe cele: przejść kawałek, odetchnąć, zobaczyć drzewa i ptaki, nie być cały dzień tylko w pokoju hostelu czy w szpitalnym budynku.
W Westdeutsches Protonentherapiezentrum Essen jest zwyczaj, że dzieci dokładają codziennie jeden koralik na sznurek, by na koniec mieć pamiątkę jako symbol zakończenia leczenia. Piotrek wybrał kamienie zamiast koralików. I zamiast dodawać — odejmuje codziennie po naświetlaniu jeden kamień. Chce widzieć, że z każdym dniem zostaje mniej.
Przed Piotrkiem jeszcze druga połowa leczenia. Musimy zrobić wszystko, żeby przeszedł przez cały zaplanowany cykl, nawet jeśli na każdy kolejny dzień mamy coraz mniej siły. Jak mawiała znajoma lecząca podobnie chore dziecko: trzeba się przez te trudy jakoś przeczołgać.
Bardzo prosimy: bądźcie z nami dalej. Dzięki Wam mamy już ponad 90% potrzebnej kwoty. Brakuje już mniej niż 10%. Procentowo brzmi to niewiele, ale w praktyce to wciąż duża kwota — a jesteśmy naprawdę blisko zabezpieczenia kosztów terapii w Essen. Każda wpłata i każde udostępnienie pomagają Piotrkowi dokończyć leczenie i wspierać go po powrocie. Nasza walka nie skończy się wraz z zakończeniem protonoterapii — przez kolejne miesiące Piotrek będzie dochodził do siebie. Nie wiemy jeszcze, co nas czeka.
A jeśli jesteście we Wrocławiu albo możecie być w niedzielę 17 maja — zapraszamy też na Charytatywny Maraton Fotograficzny
Kilometry Pomocy 2026 dla Piotrka
Start: Plac Solny, godz. 10.00–16.00. To nie jest bieg na czas — można iść, jechać rowerem albo MPK. Chodzi o zrobienie 4 zdjęć na zadane tematy i o wspólne wsparcie Piotrka. Wpisowe wynosi 50 zł lub więcej i w całości jest przeznaczone na leczenie.
Zapisy tutaj:
Więcej informacji:
Dziękujemy, że jesteście z Piotrkiem
Wierzących prosimy o modlitwę!



