Polecany post

HISTORIA CHOROBY PIOTRUSIA

poniedziałek, 14 maja 2018

Dziękujemy!

Dziękujemy wszystkim, którzy zdecydowali się przekazać 1% swojego podatku na wsparcie Piotrka. Bóg zapłać Kochani! Przekazany przez Was procent spłynie do nas z urzędów skarbowych jesienią.

Dziękujemy też gorąco Cezaremu, Karolinie, Grażynie, Michałowi oraz Piotrowi i Małgorzacie za wsparcie darowiznami leczenia Piotrka w kwietniu. Niech Wam Bóg błogosławi!


Wciąż jest możliwość, by wspierać bieżącą rehabilitację naszego syna niewielkim kosztem - przez wysyłanie wiadomości SMS o treści POMOC 7694 pod numer 75165 (koszt to 6 zł 15 gr). W kwietniu z takich SMS-ów uskładało się 150 zł - czyli na dodatkowe 1,5 godziny niezbędnej rehabilitacji. W imieniu Piotrusia - bardzo dziękujemy!

czwartek, 3 maja 2018

WSPARCIE DLA PIOTRKA



JAK PRZEKAZAĆ PIOTRKOWI 1%

W trakcie wypełniania formularza PIT w rubryce WNIOSEK O PRZEKAZANIE 1% PODATKU NALEŻNEGO NA RZECZ ORGANIZACJI POŻYTKU PUBLICZNEGO (OPP) należy:

• wpisać numer KRS: 0000270809

• obliczyć kwotę 1%

• WAŻNE - by środki trafiły na nasze subkonto w rubryce INFORMACJE UZUPEŁNIAJĄCE należy wpisać: Maciuk, 7694



JAK PRZEKAZAĆ DAROWIZNĘ

By przekazać darowiznę na rehabilitację Piotrka można dokonać przelewu bankowego (może być przelew internetowy) lub wpłaty na poczcie. Niezbędne dane poniżej.

Nazwa odbiorcy: Fundacja Avalon - Bezpośrednia Pomoc Niepełnosprawnym, Michała Kajki 80/82 lok. 1, 04-620 Warszawa

Numer rachunku odbiorcy: 62 1600 12860003 0031 8642 6001

Rachunek prowadzony przez: BGŻ BNP Paribas Bank Polska SA

W tytule wpłaty prosimy wpisać: Maciuk, 7694  (ten dopisek jest konieczny, by środki trafiły na subkonto Piotrusia).

Szczegóły dotyczące przelewów zagranicznych znajdują się TUTAJ.




JAK PRZESŁAĆ SMS CHARYTATYWNY

Leczenie Piotrka można też wesprzeć wysyłając charytatywnego SMS-a pod numer 75 165 o treści POMOC 7694 (tym razem bez nazwiska).

Koszt SMSa to 6,15 zł brutto (kwota zawiera VAT), z czego 5 zł stanowi darowiznę (fundacja pobiera od wszystkich darowizn 3% opłaty).

poniedziałek, 23 kwietnia 2018

pozytywny wynik rezonansu :)

Znamy już wynik rezonansu. Wszystko jest OK :) Chwała Bogu! Guz stoi w miejscu i nie ma powodów do niepokojów w tej chwili. 

. Dziękujemy Wam za modlitwę i słowa wsparcia! Czekanie na wynik to zawsze dość trudny dla nas czas - mimo wiary, że będzie dobrze :)

Na zdjęciu poniżej Piotrek dziękuje w szpitalnej kaplicy za udane badanie - co w jego rozumieniu oznaczało bezbolesne zakładanie i usuwanie wenflonu (tego bał się najbardziej) oraz fakt, że wystrzymał nieruchomo 40 minut bez narkozy.


sobota, 21 kwietnia 2018

podziękowania i przyśpieszony rezonans

Aniu i Andrzeju R.!
Grażynko Ż.! 
Karolino Ż.! 
Łukaszu D.! 
Agnieszko S.!
Cezary!
Moniko O.! 
Janie S.! 
Genowefo J.! 
Michale Ch.! 
Krzysztofie K.! 
Małgosiu S.! 
Paulino! 
Anonimie! 
Alino! 
Jacku F.! 
Wiktorze J.! 
Anno F.! 
Beato! 
Doroto! 
Agato!
Ewo S.!

Dziękujemy Wam gorąco za wsparcie nas w tym roku! 

Dzięki Waszej pomocy mogliśmy zapewniać Piotrkowi niezbędną rehabilitację w marcu i kwietniu (środki, jakie otrzymaliśmy z przekazanego w ubiegłym roku 1% wydaliśmy już do lutego). Starczyło nawet na probiotyki i witaminy dobrej jakości.

Niech Bóg Was hojnie wynagrodzi za okazane serce!


Piotrek przełamał wstyd i zgodził się nagrać podziękowania :) Pewnie wpływ na to miał dobry humor spowodowany dzisiejszym spacerem po ogrodzie botanicznym przy Łazienkach Królewskich. Dziś dotarliśmy do Warszawy - jutro czeka nas rezonans w Centrum Zdrowia Dziecka. Miał być planowo w czerwcu - ale niespodziewanie zwolniło się miejsce i chętnie korzystamy. Już minął rok od poprzedniego badania to raz - a dwa, że Piotrek skarżył się ostatnio na bóle głowy... 

Ufamy, że wynik badania będzie dobry - niemniej prosimy Was bardzo o modlitwę! 

Piotrek w wieczornym pacierzu: "Panie Jezu, proszę Cię, żebym wytrzymał zakładanie wenflonu, żeby mnie nie bolało. I żeby dobrze wyszedł rezonans. Bo z Tobą ze wszystkim damy radę".





piątek, 20 kwietnia 2018

Kampania "1% DLA PIOTRKA"


Jestem Piotrek, kocham przyrodę. 
Mam prawie 8 lat i guza w głowie.
Możesz wesprzeć moje leczenie.

  

Zanim skończyłem 3 lata okazało się, że mam nowotwór pnia mózgu. Po operacji przeszedłem roczną chemioterapię. Guz zmniejszył się o połowę. Co pewien czas mam badania - by się upewnić, że nie rośnie znowu. Jestem pod stałą kontrolą poradni onkologicznej Centrum Zdrowia Dziecka, lekarza rehabilitacji i neurologa.

Uciskający guz powodował pochylenie głowy i asymetrię ciała. Mam bardzo obniżone napięcie mięsniowe. Mój stan wymaga, bym pracował nad swoimi deficytami z rehabilitantami różnych specjalności, psychologiem i terapeutą pedagogicznym. Rodzice chcieliby też wspierać mą niską odporność wartościowymi suplementami diety.

Pani psycholog stwierdziła u mnie móżdżkowy syndrom poznawczo-emocjonalny (tzw. zespół Schmahmanna) jako skutek guza i leczenia. Objawy tego zespołu utrudniają mi funkcjonowanie w szkole i wśród rówieśników.

Wierzę, że i te bariery uda mi się pokonać! W końcu po ciężkiej operacji odzyskiwałem stopniowo władzę w nogach i rękach, zacząłem powoli na nowo mówić, trzymać głowę w pionie, gryźć pokarm, sprawnie łykać, 
siadać, chodzić!

Jednak bym się prawidłowo rozwijał potrzebuję intensywniejszej rehabilitacji i szczególnej troski o moje zdrowie – właśnie na to wydam uzbierane pieniądze.


 Możesz przekazać mi 1% swego PODATKU 
KRS 0000270809
 Cel szczegółowy Maciuk, 7694
 

Możesz wysłać charytatywnego SMS-a
(koszt 6 zł 15 gr) pod numer 75 165 o treści POMOC 7694

Możesz wpłacić darowiznę na subkonto Fundacji Avalon
Nr rachunku 62 1600 12860003 0031 8642 6001 Tytuł wpłaty(!) Maciuk, 7694


Za każdy przekazany grosz – z serca dziękuję! :)


dzielny Piotrek

niedziela, 1 kwietnia 2018

Jezus zmartwychwstał!

Życzymy sobie i Wam wszystkim jak najwięcej spotkań ze Zmartwychwstałym w trudach i codzienności. ALLELUJA!


"Dzieci, czy macie coś do zjedzenia?"
 "Chodźcie, zjedzcie sniadanie" (Jan 21).
Piotruś zilustrował trzecie spotkanie zmartwychwstałego Jezusa z uczniami.



A to "Zmartwychwstanie" w oczach młodszego brata Piotrka - Bogumiłka :)




Wrzucamy też życzenia Piotrka z ubiegłego roku - wciąż aktualne :) W tym roku Piotruś stał się krytyczny wobec swoich wystąpień publicznych i nie dał się namówić na nagranie.




środa, 21 marca 2018

HISTORIA CHOROBY PIOTRUSIA

Początek bloga to diagnoza nowotworu u naszego syna (astrocytoma pilocyticum - gąbczak, inna nazwa: gwiaździak włosowatokomórkowy)

Jednak historia zaczęła się dużo wcześniej. Gdy Piotruś miał ok. 8-10 miesięcy zauważyłam, że w trakcie picia wody przez rurkę zawsze delikatnie pochyla główkę w jedną stronę. Przypuszczałam, że jest to konsekwencją asymetrii z jaką Piotruś się urodził, w czym utwierdzali nas również specjaliści. Gdy miał około roku, w trakcie jedzenia porannej kaszki zaczęły sporadycznie pojawiać się wymioty. Podejrzewaliśmy, że zwracanie pokarmu związane było z przekarmianiem synka, więc zmniejszaliśmy mu nieco porcje posiłku.

W tym czasie pojawiły się kłopoty z zasypianiem i nocne płacze. Piotruś budził się często bez powodu i płakał przez godzinę czy dwie. Pamiętam rekolekcje w Rewalu, gdy do 4 nad ranem woziliśmy go w wózku wzdłuż promenady lub huśtaliśmy na huśtawce, by nie płakał i w końcu zasnął.

W wieku ok. 15 miesięcy pojawiła się silna nadwrażliwość na światło. Jasne światło powodowało, że mocno krzywił głowę w lewą stronę i bardzo mrużył oczy. Piotruś musiał wychodzić na dwór w czapce z daszkiem albo w przeciwsłonecznych okularach. Obserwowałam u niego również delikatnego zeza. Okulistka stwierdziła, że nadwrażliwość na światło wynika z jasnoniebieskiego koloru oczu. W tym okresie pojawiła się u Piotrusia nadmierna płaczliwość, zwłaszcza po śnie (również tym popołudniowym). Ze snu wybudzał się z wielkim płaczem albo w bardzo złym nastroju. Pediatra przepisał synowi hydroksyzynę, stwierdził że to emocjonalne rozdrażnienie może wiązać się z pojawieniem się braciszka.

Pochylenie głowy i mrużenie lewego oka, na tym etapie, były już na tyle silne, że niektórzy ludzie zaczęli na nie zwracać uwagę. Lekarz rehabilitacji czyniła nam wyrzuty jak mogliśmy doprowadzić dziecko do takiego stanu, zdiagnozowała kręcz szyi i zleciła intensywną rehabilitację. Lekarz ortopeda polecił wstrzyknięcie w przykurczone mięśnie szyjne botoksu. Chirurg sugerował unieruchomienie głowy przez założenie gipsu na szyi.  Przekonały nas rozwiązania lekarza rehabilitacji, więc dwa razy w tygodniu woziliśmy go na rehabilitacje do przychodni, dwa razy w tyg. miał basen, w międzyczasie ćwiczyła z nim zaprzyjaźniona rehabilitantka u nas w domu.

Rehabilitacja nie przynosiła żadnych efektów, a w drodze na rehabilitację zaczęły pojawiać się wymioty. Sądziliśmy, że u Piotrusia pojawiła się choroba lokomocyjna. Po pewnym czasie wymioty zaczęły pojawiać się znów sporadycznie przy jedzeniu porannej kaszki. Później kilka razy pojawiły się po południu i były one nagłe i chlustające. W tym czasie byliśmy już mocno zaniepokojeni. U neurolog tez już zapaliła się czerwona lampka, gdy zobaczyła, że swobodnie odwodzi głowę na boki w pozycji leżącej (przykurcze mięśni przez masaże zostały zminimalizowane), a mimo to głowa mimowolnie przechyla się do lewego boku. Dostaliśmy skierowanie "na cito" na badanie głowy rezonansem, by zobaczyć "czy w mózgu nie ma zmian organicznych".

Mąż pojechał do najbliższego szpitala na oddział neurologii dziecięcej ze skierowaniem, a tam usłyszał informację na wejściu: kolejka trwa 4 miesiące. Jedynie pani ordynator jest władna przyspieszyć termin. Lekarz ordynator przyjęła go chłodno, przeczytała skierowanie i stwierdziła, że nie ma podstaw do przyspieszania badania, bo "pochylanie głowy nie jest objawem żadnej choroby mózgu", a skierowanie jest na wyrost i przez takie przypadki właśnie kolejka jest tak długa.

Szukaliśmy więc możliwości w innym szpitalu, tu wystarczyła rozmowa telefoniczna z ordynator dr Ujmą Czapską, aby Piotruś w trybie pilnym został przebadany rezonansem.

25 marca 2013 roku Jędrek zgłosił się z Piotrusiem w szpitalu, a ja zostałam w domu przy malutkim Bogusiu. Najpierw był tomograf. Pan obsługujący maszynę wyszedł po badaniu ze smutną miną i powiedział: "Coś tam jest". Po dwóch godzinach zdecydowano ponownie poddać Piotrusia narkozie i przeprowadzić badanie rezonansem.

Lekarka zaprowadziła męża do osobnego pokoiku, by podać mu diagnozę. Dziecko ma guza mózgu i wymaga natychmiastowej operacji. Jeszcze czekamy na opis rezonansu przez profesora-radiologa.
Z opisu badania wynikało, że guz jest w móżdżku - czyli operacyjnie dogodnym miejscu. Jeśli się go wytnie w całości - to będzie z dużym prawdopodobieństwem koniec leczenia.

Potem była rozmowa z panią ordynator. Zapytała, czy wolimy jako rodzice, by Piotrek był operowany we Wrocławiu, czy w CZD w Warszawie. A co Pani doktor by radziła? Odpowiedziała, że zaczyna organizować helikopter, by dowieźć Piotrusia jak najszybciej na operację.

Okazało się w tym czasie, że helikopter weźmie tylko dziecko - rodzic się nie zmieści. Nie wyobrażaliśmy sobie, by 2-latek przeżywał stres takiej podróży sam. A potem po przylocie do Warszawy czekał nie wiadomo jak długo, aż do niego dotrą rodzice. Ostatecznie w nocy przyjechała po nas karetka.

Gdy usłyszałam diagnozę, jedyną rzeczą jaką byłam w stanie robić było pisanie sms-ów do ludzi z prośbą o modlitwę za Piotrusia. W tym czasie słuchałam na okrągło i śpiewałam płacząc piosenkę zespołu Filadelfia pt. Imię Jezus. Oto jej fragmenty: "Imię Jezus, w nim moja siła, życie me. Moja nadzieja...Pokonam góry, pokonam morza, ogień nie spali mnie!..."

Tak się zaczynał nasz Wielki Tydzień w roku 2013.  Niezapomniana Wielkanoc, z operacją Piotrka w Wielki Piątek.

Reszta tej historii jest na blogu. W skrócie:

- guz - jak się okazało - ma umiejscowienie dużo gorsze: wyrasta z pnia mózgu, wobec czego dało się zoperować tylko jego wolną część, uciskającą na okoliczne części mózgu (stąd pochylanie głowy, przewrażliwienie na światło itd.)

- po operacji Piotrek po miesiącu zaczął na nowo chodzić i przełykać, co pozwoliło nam opuścić szpital w dobrym stanie dziecka

- po dwóch miesiącach znów pojawiły się wymioty i na rezonansie okazało się, ze pozostałość guza rośnie

- Piotrek przeszedł roczną chemioterapię dla łagodnych glejaków, która zatrzymała wzrost guza (jest on obecnie operacyjnie i farmakologicznie zredukowany do 1/2 swojej wielkości wyjściowej)

- chemię synek zakończył latem 2014 roku, jest jednak nadal pod kontrolą poradni onkologicznej w warszawskim CZD (kontrola rezonansem)

W tej chwili największym problemem Piotrusia są deficyty w rozwoju fizycznym i podatność na infekcje (chorowaniu towarzyszy zwykle 40-stopniowa gorączka, parokrotnie kończyło się leczeniem szpitalnym). Przyjął już w swym niedługim życiu 25 serii antybiotyku, więc robimy co umiemy, by nie chorował. Zwłaszcza, że wtedy opuszcza zabiegi rehabilitacji i potem cierpi przy kolejnych (mięśnie usztywniają się, a stawy zmniejszają ruchomość). Te dysfunkcje to efekt tego co przeszedł: operacji ingerującej w newralgiczną okolicę mózgu i neurotoksycznego wpływu leków stosowanych przy chemioterapii.

Z drugiej strony jednak gdy syn był w śpiączce pooperacyjnej - lekarze szykowali nas na możliwe komplikacje: mógł nie chodzić, nie ruszać rękami, mógł nawet nie łykać samodzielnie (zresztą odruch łykania powrócił najpóźniej i do miesiąca po operacji nie byliśmy pewni, czy nie czeka nas karmieni sondą). Gdyby nie zeszło w końcu wodogłowie miałby na stałe wstawioną zastawkę w głowie. Generalnie początkowo te kolejne wiadomości o stanie Piotrka były coraz gorsze: najpierw niepewność, czy konsylium zdecyduje się na operację - potem chirurg szykował nas na dużą złośliwość guza (próbka miała kilka struktur - nie dawał szansy, by wszystkie okazały się łagodnym nowotworem). Wiemy, że wiele osób wtedy gorliwie się modliło o naszego syna. Mamy przekonanie, że ta modlitwa odmieniła czarny scenariusz, jaki się wtedy rysował.\
Wiele życzliwych nam osób wspierało nas wtedy też finansowo. Bez tej materialnej pomocy nie byłby możliwy nasz miesięczny pobyt w Warszawie po operacji, a potem cotygodniowe początkowo dojazdy do Warszawy i noclegi przed badaniami i chemią. Nie mieliśmy oszczędności, pensje "takie se", mieszkanie na kredyt - typowa polska rodzina ;)

Nasza sytuacja finansowa i konieczność prywatnego rehabilitowania Piotrka sprawiła, że zmuszeni byliśmy uruchomić subkonto w fundacji, by móc apelować do Was o drobne choć wsparcie. Wykorzystujemy limit zabiegów rehabilitacji, który przysługuje naszemu dziecku z "funduszu" - ale w opinii prowadzących Piotrka lekarzy to stanowczo za mało. Ideałem byłaby codzienna rehabilitacja w domu - bez narażania się na infekcję w ośrodku odwiedzanym przez wiele dzieci. Niestety, to kosztowna opcja. Podobnie jak sięganie po suplementy diety wzmacniające odporność naszego synka.

Nie chcemy, by syn wchodził w wiek szkolny obciążony deficytami, już dosyć trudów ma za sobą! Stąd prośba, byś - jeśli możesz - wsparł leczenie Piotrusia choć drobna kwotą. Założyliśmy na ten cel subkonto w fundacji Avalon. Szczegóły w LINKU.

piątek, 16 lutego 2018

wytchnienie w Dębkach - smarkanie we Wrocławiu

Wyjazd do Dębek - w założeniach po odporność - za nami. Niestety Piotrek tylko na tydzień wrócił do szkoły i złapał infekcję. To co najmniej już nudne. Znowu prawie 40 stopni. Mokre okłady, bo leki nie nadążają zbijać gorączki itd. Wrrrr! :(

Niemal całkiem to przesłoniło miniony czas spędzony nad Bałtykiem w świetnym towarzystwie. Więc na pociesznie odświeżamy sobie pamięć przeglądając zdjęcia.

Jedno deszczowe popołudnie spędziliśmy ku radości chłopaków w gdyńskim Centrum Nauki "Eksperyment".
Danie dla kanibala
Hm... gdzie to pasuje...?
Zmniejszyliśmy mamę
Roztańczone RTG

Po wyjeździe Cioci Patrycji z małym Szymciem dołączyła do nas Zuzia ze swą mamą Izą.

Pamiątkowe ujęcie przy ujściu Piaśnicy
Znów nic nie złowiliśmy...
Tato w końcu znalazł środek z alg na porost włosów
Na wydmowym kamieniu
Dzieci po wizycie u fryzjera
Wiele godzin dziennie spacerowaliśmy...
...po plaży...
Czasem się nawet opalaliśmy
Przesyłka ze Szwecji?
"Wiecie co to?
 - larwa chruścika!"
Przy ujściu Piaśnicy
Pomnik historii - słup graniczny
Rezerwat Widowo
"Gdzie ta keja, przy niej ten jacht..."
Odkryliśmy schowaną wśród starych sosen klimatyczną kapliczkę zbudowaną przez harcerzy.
Chwila modlitwy...
Białe szaleństwo
Niestety, nie ma wyciągu...
Ale i tak jest super!
Śnieżny anioł

Udało nam się trafić na połów i skosztować baaardzo świeżego dorsza :) Pycha!

Powrót z morza
Cumowanie
Rozładunek
W drodze na talerz

Wspomnienia piękne - pokochaliśmy zimowe Dębki :)

A wracając do "tu i teraz": wirus jakiś opanował naszą rodzinę i trzyma się jak dotąd tylko Magda. Pozostali kaszlą i gorączkują. Ja tylko nieco niżej od Piotrka, a Bogusiowi już temperatura spadła. Lekarka wypisała recepty na antybiotyki dla mnie i dla Piotrka, ale póki co czekamy z wykupieniem licząc na poprawę. Za to chyba ja muszę mimo oporów zacząć zalecane inhalacje sterydowe, bo kaszel nie pozwala funkcjonować. Ale cóż, przecież nie my jedyni chorujemy - czas czekania na przyjęcie przez lekarza w naszej przychodni to w tej chwili około tygodnia.

Oczywiście rehabilitacja Piotrka w takiej sytuacji "leży" - nie jeździmy do poradni. Magda stara się mobilizować go do ćwiczeń w domu - ale różnie z tym bywa, skoro chory. W czasie ferii ćwiczył dzielnie codziennie.


Po głowie chodzą myśli o tzw. edukacji domowej dla Piotrka - pewnie dałoby się to zrobić. Ale on tak potrzebuje kontaktów z rówieśnikami... I to mimo, że mu niełatwo w klasie. Zdarza się mu płakać w domu, że nikt się z nim nie chciał bawić na przerwach. A jak się ma nauczyć nawiązywać relacje, gdy będzie w domu? Z drugiej strony i tak siedzi głównie w domu, a w szkole zaraz łapie jakąś chorobę. Ale może taki wiek i warto przeczekać, bo wkrótce nabierze odporności? Nie ma też gwarancji, że nie będzie chorował ucząc się metodą domową. No i czy nam starczy czasu i energii na pilnowanie go? Bo zapału do nauki wielkiego w nim nie ma. No chyba, że chodzi np. o owady. Jego wiedza może imponować, ale tylko w dziedzinach, które go pasjonują. Sporo pytań w nas o to, jakie rozwiązanie byłoby najlepsze...


Wizja "Domu Wytchnienia" oddaliła się póki co - więc na razie pozostawimy nad tą tajemniczą nazwą zasłonę milczenia :)

poniedziałek, 15 stycznia 2018

wzmacniamy odporność i apelujemy o 1% :)

Tygodniowa wysoka gorączka Piotrka skończyła się antybiotykiem (28. antybiotykoterapia w życiu - co skrupulatnie liczy Magda). Lekarka stwierdziła anginę. Tym razem obyło się bez szpitala. Jelita Piotrusia wciąż pracują źle, a antybiotyki nie pomagają w odbudowie flory bakteryjnej. Po Świętach doszedł do siebie i planowaliśmy powrót do szkoły. Niestety złapał nową infekcję - w wyniku czego już od miesiąca byliśmy z nim w domu. Nie mija też kaszel od ponad miesiąca. Dlatego zrobiliśmy wszystko, by móc wyjechać i wzmocnić jego odporność. Kolejny raz spędzamy ferie nad  Bałtykiem - w Dębkach. W tym roku razem z ciocią i jej 3-miesięcznym synkiem.






Zaczął się nowy rok. Bilansujemy wpływy i wydatki, planujemy kolejne miesiące. Niezręcznie jest nam kolejny raz prosić, ale jeśli ktoś z Was mógłby nas wesprzeć w walce Piotrka z chorobą i jej konsekwencjami, to będziemy niezmiernie wdzięczni. Za wszystkie przekazane środki w 2017 r. serdeczne BÓG ZAPŁAĆ! Część z Was przekazuje 1% na Piotrka za pośrednictwem Stowarzyszenia "Hallelu Jah" (KRS: 0000283158 - cel szczegółowy: Piotr Maciuk). Korzystamy też z subkonta Fundacj AVALON (KRS: 0000270809 - cel szczegółowy: Maciuk, 7694). Inne możliwe formy wsparcia nas opisaliśmy w linku: http://dzielnypiotrek.blogspot.com/2017/04/kampania-1-dla-piotrka.html

Rehabilitacja Piotrka to ok. 1000 zł miesięcznie. Dochodzą do tego koszty leków - podliczyliśmy 2017 r. i wyszło, że wydaliśmy na lecznie Piotrka (rehabilitacja plus leki) ponad 10 tys. złotych. Dla nas to sporo - dlatego bez wsparcia Dobrych Ludzi nie dalibyśmy rady zapewnić Piotrkowi właściwej dla jego stanu zdrowia opieki. Z tytułu 1% w 2017 r. wpłynęło ok. 4 tys., a prawie drugie tyle spłynęło w ciągu całego roku z Waszych darowizn, charytatywnych sms-ów itp. (od samych pracowników szkoły z Mirkowa wpłynęło aż 2 tys. złotych!).

Udało się nam dzięki temu utrzymać rehabiliację Piotrka na przyzwoitym poziomie. Piotruś wymaga jednak dalszej i niestety intensywniejszej rehabilitacji (wady postawy się nie cofają - to pokłosie asymetrii wynikającej z umiejscowienia guza, operacji chirurgicznej pnia mózgu i neurotoksycznej chemioterapii oraz mocno obniżonego napięcia mięśniowego). Do tego fizycznie i czasowo nie jesteśmy w stanie jeździć z nim częściej na ćwiczenia, dlatego marzeniem byłaby wizyta fizjoterapeuty u nas w domu dodatkowo 2-3 razy w tygodniu.



Rehabilitację komplikuje dodatkowo niska odporność synka. Częstym infekcjom towarzyszy zwykle gorączka sięgająca 40 stopni (kilkakrotnie trafił w takich sytuacjach do szpitala). W grudniu przez tydzień gorączkował do 40 stopni, mimo podawanych leków (mokre okłady w nocy w końcu skutkowały - ale dopiero po 2-3 godzinach). Każda przerwa w ćwiczeniach to zauważalny regres (np. po trzech tygodniach chorowania rotacja kręgosłupa z 4 stopni pogłębiła się do 8!). Na szczęście Piotruś jest "plastyczny" i takie negatywne zmiany dość szybko zmniejszają się po wznowieniu ćwiczeń. Rehabilitantki powtarzają, że Piotrek nie może sobie pozwolić na brak codziennych ćwiczeń. Staramy się, choć czasami brakuje nam siły i czasu na te ćwiczenia. Zwłaszcza, że Piotrka ciężko zmobilizować do pracy.

Chętnie wspieralibyśmy też odporność syna odpowiednią dietą (niestety kosztowną - probiotyki, żywność funkcjonalna, suplementy, soki, preparaty ziołowe...). Diagnostyka potwierdziła u Piotrka wyraźne objawy kliniczne nietolerancji pokarmowej na jajka, mleko krowie i jego przetwory oraz kukurydzę. Wyklucza to z diety wiele ulubionych przez niego potraw, które dotąd uznawaliśmy za zdrowe.

Wreszcie kwestia jego rozwoju emocjonalnego. Pani psycholog stwierdziła rok temu u Piotrka móżdżkowy syndrom poznawczo-emocjonalny (tzw. zespół Schmahmanna) jako skutek guza i leczenia. Mieliśmy bunt na tę diagnozę, ale życie potwierdza, ze jest cos na rzeczy. Choć może to deficyty wynikające z niewielu doświadczeń w kontaktach z dziećmi (izolowaliśmy go od rówieśników od 3 roku życia z powodu niskiej odporności po chemioterapii). Swoje zrobił też pewnie fakt, że w czasie leczenia nowotworu syn był ciągle w centrum uwagi. Zapewne dlatego nasz synek nie potrafi dziś nawiązać relacji z rówieśnikami.

Gdyby się nam udało zgromadzić więcej środków niż dotychczas - pełniej zadbalibyśmy o rozwój syna. Niestety mimo starań nasze dochody nie wzrosły, a do tego kończy nam się "ochronny" okres kredytu w programie Rodzina na swoim i miesięczna rata się podwaja. To zatem może być dość trudny rok.

Dlatego gdybyś chciał i mógł nam pomóc - to będziemy bardzo wdzięczni. Odwzajemnimy się pełną wdzięczności modlitwą za Darczyńców. Szczegóły dotyczące tego, jak nam można pomóc są na stronie Fundacji AVALON: http://www.fundacjaavalon.pl/nasi_beneficjenci/maciuk_piotr.html

Planowaliśmy wpis na blogu z życzeniami świątecznymi, potem noworocznymi - a dopiero teraz w ferie się udało. Ale chwalimy się dziełem chłopców - szopką bożonarodzeniową. Figurki lepił i mur z kamieni budował Piotrek, a patyki na konstrukcje stajenki piłował Boguś z tatą :) Niech Ten, Który jest, Który był i Który nadchodzi błogosławi Wam obficie!