wtorek, 21 maja 2019

21 maja 2019

Piotrek nie tylko usiadł, ale i przez chwilę stał. Panikował, że nie czuje swoich nóg - ale wydaje się, że stał na nich dość mocno i stabilnie. Zarówno neurochirurg, jak i fizjoterapeuta twierdzą, że to bardziej kwestia przełamania bariery psychicznej. Piotrek dał się posadzić na wózku i zrobiliśmy kilkuminutowy objazd po oddziale. Wprawdzie ściskał w ręku nerkę w obawie przed wymiotami - ale dał radę:)
Zmęczył się przy tym, ale był to dobry wstęp do planowanego spaceru. Chirurg, gdy pytałem o zgodę na jutrzejsze wyjście z synem, zapytał: "A niby dlaczego na wózku?" Ja jednak myślę, że będzie to sukces, jak spacer wózkiem się uda. Choć może do jutra Piotrek zrobi takie postępy, że rzeczywiście zrobimy pierwsze kroki? Kto wie? 
Pytałem zmęczonego Piotrka zanim zasnął, jak ocenia dzisiejszy dzień. "Było nienajgorzej" - odparł.
Jutro kolejny dzień pełen wyzwań. Piotrka czeka tomograf (by ocenić stan wyjściowy po operacji do późniejszych porównań, ale też kontrolnie czy wszystko jest na teraz w porządku).
Będzie też badany przez okulistę w związku z niedomykającą się prawą powieką. Co 3 godziny smarujemy mu oko specjalnym żelem - ale konsultacja okulisty ma dostarczyć wiedzy, czy to wystarczające zabezpieczenie przed wysychaniem (co jest groźne dla rogówki).
Jest też możliwe, że jutro profesor będzie już znał wstępny wynik badania histopatologicznego wyciętego guza. Upychaliśmy gdzieś ten wielki znak zapytania, by za dużo o nim nie myśleć. Ale, po dzisiejszej rozmowie na ten temat z "naszym" lekarzem, pojawiły się w nas silne i trudne emocje. Staramy się je uciszać wezwaniem ojca Dolindo: "Jezu, Ty się tym zajmij!"


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz